Ilustracje Matthew Lyonsa oscylują między retro stylistyką ulotek informacyjnych i infografik z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych a wyobrażeniem idealnego świata mieszkańca środkowych stanów USA, przytłaczająco pustych przestrzeni wypełnionych niebem, górami i modernistyczną architekturą wprost ze snów Franka Lloyda Wrighta. Ludzie to tylko cześć umownego krajobrazu uchwyconego w pierwszych kadrach otwierających film. Jest w nich coś nieuchwytnego, niepokojącego i trochę sentymentalnego.
